...

...

poniedziałek, 30 stycznia 2017

1.To skomplikowane.

Leżałam na łóżku i wpatrywałam się w sufit, wcale nie miałam ochoty się podnosić.Wszystko ostatnio bardzo się skomplikowało. Elena po śmierci Jeremiego wyłączyła uczucia i jest nie do wytrzymania, nawet próbowała mnie zabić. Stefan i Damon rozpaczliwie próbują jej pomóc odzyskać człowieczeństwo. Bonnie przestała kontrolować swoją moc. Poza tym Siles chce ją wykorzystać do swoich celów, aby zniszczyła drugą stronę. A ja wczoraj zabiłam 12 czarownic. I czułam się z tym okropnie,a Klaus wcale nie pozwalał mi o tym zapomnieć. Nie dość, że je zabiłam to tym samym dokończyłam trójkąt ekspresji,czyli dałam Silesowi to czego pragnął. Teraz brakuje mutylko lekarstwa,które ma Elijah i musi przekonać Bonnie do pomocy. Mam nadzieję ,że moja przyjaciółka będzie twarda i nie da sobą dyrygować.Nagle zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu  pojawiło się imię mojej najmniej ulubionej w tym momencie hybrydy.
-Halo? - odebrałam niechętnie
-Caroline? Musisz mi pomóc - powiedział , jego głos był dziwny, brzmiał jakby ktoś mu robił krzywdę.
-Klaus co się dzieje ? - trochę się przestraszyłam. Nie słyszałam u niego jeszcze takiego tonu. Zwykle był albo opanowany albo wściekły i pewny siebie. A teraz w jego głosie bylo dużo niepewności może strachu.
-Caroline proszę cię przyjedź - jego ton był wręcz błagalny.
-Będę za 10 minut - Mimo, że dalej było mi smutno z powodu tego co powiedział ubrałam kurtkę i buty i ruszyłam w stronę auta. Otworzyłam samochód. I rzuciłam torebkę na siedzenie obok , poprawiłam lusterka i ruszyłam przed siebie. Dom Klausa był niedaleko więc po paru minutach byłam przed wejściem, w sumie tak na dobrą sprawę to w Mystic Falls wszystko jest niedaleko, bo to małe miasteczko.
Gdy tylko przekroczyłam próg usłyszałam krzyki i jęki bólu.Pobiegłam w stronę z której dochodziły. Zobaczyłam Klausa klęczącego na podłodze, Na łopatce miał okropną ranę, która strasznie krwawiła
-Klaus? - spytałam niepewnie
-Caroline, udowodnij że to ty - jęknął
-Klaus nie mam czasu na zabawy muszę przygotować studniówkę, wiem ,że dla ciebie to nie ma żadnego znaczenia ale dla mnie jest cholernie ważne
-Udowodnij, że nie jesteś nim ! - ryknął
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi, ale jeżeli to kolejny tekst na podryw to jest naprawdę słaby . Muszę iść. - Co on sobie wyobraża, odwróciłam się na pięcie i chciałam iść w stronę drzwi. Jednak pierwotny złapał mnie za nadgarstek
-To naprawdę ty - uśmiechnął się szeroko
-Tak Klaus to ja, a kto inny?- mówi się że faceci są dziwni,ale ten to już kompletna przesada
-Wcześniej był tu Siles , wyglądał jak ty - wyjaśnił
-Zgaduje że to też ci zrobił - wskazałam ranę na plecach
-Wbił we nie kołek z białego dębu i teraz jego kawałki są w moim ciele i coraz bardziej zbliżają się do serca - na twarzy miał wymalowany ból. Jednak nie zapomniałam tego jak wcześniej mnie potraktował. Poza tym przez niego mój chłopak musi się ukrywać, a to jest prawie definitywne z końcem naszego związku. - Pomóż mi ! - warknął Klaus
-W porządku ,ale nie ma nic za darmo - powiedziałam z uśmiechem - Pozwolisz Tylerowi wrócić do miasta i nie skrzywdzisz go - dodałam. To prawie jakby negocjować z diabłem,ale czy z drugiej strony on był diabłem. Był okropny i mroczny , zabijał i nie wachał się w niczym aby dotrzeć do celu. Był władczy, nawet teraz w takim stanie starał się rozkazać mi, żebym pomogła
-Nie ma mowy ! - wrzasnął i wygiął się z bólu. Usiadłam na kanapie i zaczęłam przeglądać jakieś duperele w telefonie.
-Pomóż mi - warknął
-Nie póki nie uwolnisz Tylera!
-Myślalem że się przyjaźnimy - Co on sobie wyobraża? Po wszystkim co zrobił ma czelność nazywać mnie swoją przyjaciółką. Zniszczył mi życie. Zabił ciotkę Eleny ; Jennę, przez jego rodzinę mama Bonnie jest wampirem, przez niego Tyler musial uciekać z miasta, poza tym zabił jego matkę.
-Chcesz się przyjaźnić ? - spytałam - To okaż że jesteś tego godzien. - Musiałam jakoś wykorzystać sytuację, wiedziałam ,że Klaus jest teraz słaby i może uda mi się osiągnąć to czego pragnę w tym momencie najbardziej
-Uratowałem ci życie, dwa razy- warknął
-Bo sam je naraziłeś! - odburknęłam. Jak on śmie o tym wspominać. Przypomniało mi się jak w moje urodziny przyszedł wyleczyć ugryzienie wilkołaka. Był miły i mówił o wielkim świecie który na mnie czeka, szkoda tylko że wcześniej to on zmusił Tylera żeby mnie ugryzł
-Tyler chciał mnie zabić ! -ryknął
-Tak jak większość z nas, tak jak ty chciałeś zabić większość z nas, ale ja ci to wybaczyłam - dodałam wkurzona. To że mój chłopak raz próbował go zabić to pamięta, a to ile razy on próbował zabi ć której z nas już nagle nieważne. - Jeżeli chcesz mojej przyjaźni musisz na nią zasłużyć
-Nie będę się płaszczył przed tobą, ani przed nikim innym! - wrzasnął
-Ja wybaczyłam ci wszystko , starałam się żebyś odnalazł właściwą drogę, ale do ciebie nic nie dociera, szkoda mi cię ! - krzyknęłam. Jaki on jest uparty. Odwróciłam się i chciałam odejść. Ponownie złapał mnie za nadgarstek
-Nie odwracaj się ode mnie - syknął gniewnie
-Powinnam to zrobić dawno temu! - wrzasnęłam, ja już nie mam siły do tego faceta. Nigdy nie spotkałam tak trudnej osoby. "Nie odwracaj się ode mnie" A kim on jest jakimś księciem? Klaus przez chwile nic nie powiedział. Zrobił zdziwioną minę. Wpatrywał się we mnie bez słowa, po czym nagle serdecznie mnie przytulił.
-Zniknęło, Caroline, zniknęło - powiedział uradowany - Wyciągnęłaś mnie z tego, przestało mi się mieszać w głowie.
-Klaus - powiedzialam poważnie,skoro Siles umie zrobić coś takiego z tobą to co dopiero może zrobić z nami -przestraszyłam się nie na żarty.
-Caroline - Klaus odsunął się i popatrzył mi prosto w oczy -Pozbędziemy się Siles'a. Nie pozwolę ,żeby cie skrzywdził
-Nie jesteśmy przyjaciółmi, zapomniałeś? - wytknęłam mu
-Jakoś niespecjalnie szukam Tylera, nie zauważyłaś?
W sumie miał rację od kiedy Tyler wyjechał z Mystic Falls Klaus nawet nie ruszył się z miasta. Czyżby wcale nie chciał go zabijać? Po prostu nie chciał mu dać poczucia, że z nim wygrał. Mówiłam ,nie rozumiem tego Klausa. -A tak przy okazji z kim idziesz na studniówkę ? - uśmiechnął się
-Z Bonnie i Mattem - wyjaśniłam dumnie.
-Jakbyś potrzebowała partnera zawsze możesz zadzwonić - wyszczerzył zęby w uśmiechu
-Zapomnij - warknęłam i wyszłam z jego domu. Wsiadłam do samochodu i udałam się na spotkanie z Bonnie. Miałyśmy mierzyć sukienki. Moja była przepiękna. Kolor był purpurowy, a sukienka była długa i rozchodziła się od talii, idealna, czułam się w niej jak księżniczka. Bonnie zaczęla niepokoić się swoją magią i snami o Jeremym.
Nagle do sklepu weszła Elena i Rebekah świetnie -pomyślałam.
-Fajna sukienka - rzuciła Elena, moja dawna przyjaciółka. Na pewno nie wrócimy do naszych relacji dopóki ona nie włączy uczuć. Jest teraz wredną suką, której wszyscy mają dość. Wydaje mi się że nawet Salvatorovie tracą powoli cierpliwość.
-Dzięki. Pomagalaś mi ją wybrać jakiś miesiąc temu - odcięłam
-A to dlatego wydaje się znajoma
-Wyprasuj ją, a ja odbiorę później - zwróciłam się do ekspedientki. I wyszłyśmy ze sklepu.
-Kawa? - spytała Bonnie z uśmiechem
-Wolałabym Bourbon - mruknęlam niezadowolona
-To chyba musimy odwiedzić Stefana i Damona - śmiechnęła się brunetka
-Nie musimy, dam radę - powiedziałam - To będzie magiczna noc - uśmiechnęłam się szeroko. Tak musisz w to uwierzyc Care, to będzie świetna noc.